piątek, 7 marca 2014

Notka

Rozdział się dzisiaj nie pojawi, bo przy takiej małej ilości komentarzy nie ma się ochoty na jego pisanie :P Prawdopodobnie będzie w poniedziałek. I proszę, tym razem się wykażcie ... :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 9

Ten rozdział jest dla wszystkich, którzy obserwują naszego bloga <3 xxx


Chwyciłem za swoją czarną kurtkę, która wisiała na drewnianym wieszaku w pobliżu sali numer 60. Sali mojej Stacey. Ruszyłem w kierunku ruchomych drzwi wyjściowych, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
-Cześć Harry. - obróciłem się w kierunku głosu.
-Witaj blondynie ! - objąłem Nialla i poklepałem go po plecach. - Byłeś u Stacey ?
-Tak, ale kilka godzin temu.
-To co tutaj jeszcze robisz ?
-Właśnie wracam z badań. - posmutniał.
-Niall, wszystko dobrze ?
-Się zobaczy. Wyniki powinny przyjść za miesiąc. Może szybciej.
-Ale coś podejrzewają ?
-Raczej nie. To tylko badania kontrolne. Robię sobie takie co 2 lata.
-Uff. - odetchnąłem z ulgą. - Trzeba było tak od razu !
-Dobra, koniec o mnie. Jakie masz plany na dzisiaj ?
-Zasadniczo to nie mam żadnych planów. Może pójdziemy razem na kawę ? Trochę energii w takiej formie mi się przyda.
-Taa, to świetny pomysł. Za rogiem serwują pyszną.
Opuściliśmy szpital rozluźnieni. Niall nie wyglądał na przejętego swoimi badaniami, ale czułem, że coś ukrywa. Szliśmy spokojnym krokiem. Oplatała nas cisza, którą burzyły pędzące po londyńskich ulicach samochody. Zawsze mieliśmy tyle do powiedzenia, jak najlepsi kumple. A teraz ? Każdy był pogrążony w swoich myślach. Moje tytuowały się ,,Suka Kate''. Są teraz w sali Stacey same. Ona może jej wszystko powiedzieć. Ja chcę to zrobić pierwszy, chociaż jeszcze nie wiem kiedy i jak. Jednak nie powinienem się przejmować, przecież do niczego nie doszło. Powstrzymałem się w ostatniej chwili. Nic na mnie nie ma. Nie mam powodów do obaw.
-Jesteśmy. - oznajmił Niall, kiedy wchodziliśmy do brązowego wnętrza. Było dosyć ciasno, jednak brązowe ściany poszerzały optycznie lokal. Kremowe kanapy wydawały się wygodne. Na każdym drewnianym stoliku stał mały, czerwony tulipan w granatowym wazoniku. Zasiedliśmy w rogu przy oknie i otworzyliśmy MENU. Karta była przepełniona najróżniejszymi rodzajami kaw, jednak moją uwagę przykuła zaledwie mała czarna. Tak, na to miałem ochotę.
Kelnerka.
-Witam. - do stolika podeszła młodziutka brunetka ubrana w bardzo skąpą sukieneczkę i biały fartuszek.
-Dzień Dobry.
-Co dla Panów ? - dziewczyna uśmiechała się i ciągle na mnie zerkała zalotnie.
-Dla mnie mała czarna, ale dla kolegi...
-To samo. - Niall wyciągnął głowę zza karty.
-Może jeszcze jakieś ciastko ?
-A co mi tam. Poproszę o duży kawałek ciepłej szarlotki. - zaśmiałem się.
-Ja dziękuję. - Niall oddał karty, a dziewczyna odeszła od stolika.
-Miałeś mi ostatnio coś powiedzieć o Stacey.
-Tak, zgadza się.
-Więc ? - obrzuciłem blondyna pytającym spojrzeniem.
-Niedawno spotkałem ją na imprezie. Była nieźle nawalona. Świetnie się bawiła w towarzystwie jakiś fagasów. - opowiedział jednym tchem.
-Co ? Nie wierzę.
-Taka prawda. Przykro mi. Próbowałem jej przemówić do rozsądku, ale miała mnie gdzieś.
-Oto wasze zamówienie. - podeszła do nas kelnerka z naszym zamówieniem.
-Dziękujemy ślicznie.
-Dawno to było ?
-Tydzień temu chyba. - rozmyślał popijając kawę.
-Ah, wtedy się pokłóciliśmy. To dlatego wróciła dopiero rano. Wszystko się zgadza. - doznałem olśnienie.
-No i ot cała historia.
-Taak. Dzięki, że mi to powiedziałeś.
-Spoko to dla Waszego dobra. Jesteś na nią bardzo zły ?
-Nie, prawie w ogóle. Musiała gdzieś odreagować. Rozumiem ją.
-Dobry chłopak z Ciebie. Cieszę się, że moja siostra na Ciebie trafiła.
-Hah. I ja na nią. - zaśmiałem się.
-Będę już się zbierał.
-Dobra, trzymaj się i daj znak jak dostaniesz wyniki. - uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Pewnie. - odparł i opuścił kawiarnię.
Dopiłem swoją kawę i dojadłem szarlotkę. Zostawiłem na blacie sumę pieniędzy. Już miałem odchodzić, kiedy ujrzałem żółtą karteczkę na talerzyku po cieście. Oderwałem ją i przeczytałem wiadomość : ,,Zadzwoń przystojniaku. 669 732 851''. Haha. Co ta nędzna kelnereczka sobie myśli ? Zgniotłem kartkę w dłoni i wyrzuciłem do metalowego kosza w pobliżu drzwi. Wychodząc spojrzałem na brunetkę. Była taka zdziwiona. Wyglądała jakby zaraz szczęka miała jej odpaść. Bezcenne. Podążałem w kierunku szpitalnego parkingu, kiedy mój telefon zaczął wygrywać pierwsze takty ,,Don't let me go''. Spojrzałem na wyświetlacz. To Kate. Nie mam ochoty na rozmowę z nią, ale odbiorę.

-----------------------------------
I jest solowy rozdział. Myślę, że nawet całkiem nieźle wyszedł. Następnego oczekujcie w czwartek lub piątek. Czekam na komentarze. Dziękujemy za 2 tysiące wyświetleń :O <3 Jesteście nadzwyczajni <3

 

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 8

Ten rozdział dedykujemy wszystkim komentującym ! Dziękujemy xxx 

Dziewczyna zaczęła lekko całować moje usta. Spodobało mi się. Zacząłem odwzajemniać jej pocałunki. Wplotła swoje ręce w moje włosy. Po chwili tych naszych czułości wziąłem ją na ręce i poszedłem ku sypialni. Położyłem ją na łóżku. Zaczęła ściągać swoje ubrania. Widząc, że dziewczyna czeka już na mnie szybko zerwałem z siebie spodnie i T-shirt, zostałem w samych bokserkach. Zająłem miejsce obok niej. Chciałem, żeby sama się trochę pomęczyła i ściągnęła je ze mnie. Jej ręka powędrowała na moje udo i się ocknąłem. Chwila... STAY, nie mogę jej tego zrobić! 
- Nie mogę! - krzyknąłem i wyskoczyłem jak oparzony z łóżka.
- Boo...? - spytała
- Bo Stacey - ubierałem się 
- Co Stacey? - udawała głupią
- Stay, to moja dziewczyna. Nie mogę jej tego zrobić. - przetarłem oczy.
-Nie musi się o tym dowiedzieć. - szepnęła mi do ucha robiąc zalotne spojrzenie. To na mnie nie działa.
-Nie, nie i koniec. Nie mogę jej tego zrobić. Nie mogę jej zdradzić ! - powiedziałem stanowczo.
-Myślałam, że jesteś inny...
-Myślałaś. - mruknąłem pod nosem.
-Ale nadal mogę zostać ? - zapytała ubierając się.
-Nie. Przepraszam, ale nie. I lepiej będzie jeśli nie będziemy się widywać, nawet w szpitalu. - chodziłem nerwowo po salonie, do którego właśnie zeszliśmy.
-To co, może mamy sobie wyznaczyć godziny? - prychnęła oburzona.
- Taak, to dobry pomysł. Ja biorę poniedziałek - piątek od 14 do zamknięcia szpitala, a TY te same dni od 9 do 14. Weekendy będę się nią zajmował.
- Pojebało? Nie będę przychodziła w wyznaczonych dniach i godzinach. Przyjdę o której będę chciała. - patrzyła na mnie wściekła.
- Tylko spróbuj, a zniszczę Ci karierę. - zagroziłem jej.
- Tylko spróbuj, a ja też zniszczę Ci karierę. 
- Jesteś wredna... Cholernie wredna
- Nawzajem. Jak mógł mi się podobać taki zgorzkniały typ. - mamrotała pod nosem.
- Słucham? - udawałem, że nie słyszę.
- Nic, nic. 
- Ja Ci się podobam?
- Poprawka, podobałeś. - rzuciła mi kawałek jakiegoś materiału na ręce mi wyszła z domu.
Jakaś dziwna laska. Najpierw pcha mi się do łóżka, a potem udaje jakąś divę. Nie wiem jak Stay może się z nią przyjaźnić...

*Perspektywa Stacey*

- Jak się pani czuje? - spytał mnie doktor.

- Lepiej, dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko.
-Widzę, że ma Pani gościa. Tak więc nie przeszkadzam. - ujrzałam szczupła sylwetkę Harry'ego.
-Cześć skarbie. Jak się masz ? - złożył pocałunek na moim czole.
-Hej. Już lepiej. A jak z Tobą ?
-Ze mną wszystko dobrze, ale teraz chodzi tylko o Ciebie. - głaskał mój policzek.
-Co tam u Lou i Eleanor ?
-W zasadzie to nie wiem. Są jeszcze w Polsce. Lada dzień powinni wrócić. Jak wyjedziesz, ze szpitala to wtedy się z nimi spotkamy.
-Czyli kiedy ? - spytałam.
-Nie wiem. Myślę, że za 2 dni powinni Cię wypuścić. Na pewno będziesz jeszcze pod opieką psychologa, ale będzie dobrze. - patrzył mi głęboko w oczy.
-Dziękuję, że jesteś. - po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-To ja powinienem dziękować. - starł błędzącą po moim policzku łzę. - Stacey muszę Ci coś powiedzieć, ale obiecaj, że nie będziesz zła. - jego głos spoważniał. 
-Tak, słucham.
-Stay, planuję zakończyć karierę.
-Nie możesz tego zrobić.

*Perspektywa Harry'ego*

-To są na razie plany. To jeszcze nie pewne. - uspakajałem ją.
-Okey, ale wiedz , że jestem temu przeciwna. - ujrzałem w drzwiach Kate.
-Muszę iść. Przyjdę później. - pocałowałem Barbie w czoło.
-Czekaj, Harry ! Co się stało ?
-Później o tym pogadamy. - zmierzyłem wredną blondynkę wzrokiem i opuściłem salę.

--------------------------------------

Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Was PRZEPRASZAMY, że tak długo nie wstawiałyśmy rozdziału. Dziękujemy za wszystkie wyświetlenia i komentarze :)) xx. Jedna z nas teraz wyjeżdża, ale druga postara sie wstawić przynajmniej 2 rozdziały :* #Kochamyy #Was <3

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 7

 Ten rozdział dedykujemy dla Wiktorii i Klaudii w podziękowaniu za miłe komentarze :)x



Dojeżdżając do mojej villi zobaczyłem radiowóz. Wystraszyłem się, ale spokojnie zatrzymałem auto i z niego wysiadłem.
-Witam Panie Styles. - zaczepił mnie krępej budowy policjant.
-Dzień Dobry ...
-Wie Pan w jakiej sprawie tu jesteśmy ?
-Nie. Mógłby mnie Pan oświecić ? - z radiowozu wysiadł facet, któremu dziś ukradłem rower.
-A teraz się Pan domyśla ?
-Może.
-Jest Pan oskarżony o kradzież roweru i lekkie uszkodzenie ciała.
-Aaa, a o to chodzi. - udawałem głupiego.
-Zapraszam do samochodu. Pojedziemy na komisariat.
-Kiedy ja się nigdzie nie wybieram.
-Proszę sobie ze mną nie pogrywać !
-Nie możemy załatwić tego w inny sposób ?
-Niby jaki ? - obaj obserwowali mnie uważnie.
-Ja oddam temu Panu za rower i dam na opatrunek ...
-To się nazywa przekupstwem !
-Zasadniczo tak, ale co o tym myśli poszkodowany ? - spojrzałem pytająco na szatyna.
-Może być, ale to nie będzie mała suma... - uśmiechnął się szyderczo.
-Ile?
- Myślę, że 10 tysięcy dolarów powinno wystarczyć 
- Nie za dużo jak za stary rower i klika obdrapań?
- No chyba, że woli Pan stracić fanów i zapewnić sobie kilka tygodni, a może nawet miesięcy chodzenia po sądach. Może jeszcze areszt? 
- Niech będzie. - wyjąłem z portfela sumę pieniędzy.
- Wiedziałem, że z Pana równy gość. 
- Opuśćcie już teraz moją posesję. 
- Tylko, żeby nikt się nie dowiedział o tym co tu zaszło! - rzekł policjant i oboje odjechali. 
Gościu porządnie mnie wkurzył. Za jakiś cholerny, stary rower on chciał tyle kasy? Poszedłem się wykąpać, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Kto to może być o tej porze?
- Cześć Harry. - otworzyłem drzwi.
- Hej Kate. Wejdź. 
- Dzięki. - zdjęła buty i kurtkę.
- Co Cię do mnie sprowadza? 
- Mam strasznie daleko do domu, a nie wzięłam kasy na TAXI. Przenocujesz mnie?
- Nie ma problemu, pewnie!
- Jesteś kochany, dzięki! - pocałowała mnie w policzek.
- Jesteś może głodna ?
- Raczej  nie, dieta. Za to po całym dniu wrażeń chętnie bym się napiła. 
- Dobrze. Może być Whisky?
- Super. - polałem jej trunku - Nie napijesz się ze mną?
- A z resztą,  co mi tam. - wziąłem drugie szkło. - Jak Stay?
- Kiedy wychodziłam spała. Była bardzo zmęczona tym całym dniem. Nie dziwię się jej.
-No tak, masz rację. 
-Jak tam Twoja kariera ? - spytała po niezręcznej ciszy.
-Słabo, myślę o jej zakończeniu.
-Nie ! Nie możesz. Masz świetny talent. - zaniepokoiła się.
-Kiedy na koncertach nawet połowa miejsc się nie zapełnia. Nie widzę już sensu. Wypaliłem się.
-No trudno. Zrobisz jak uważasz. A co na to Stacey ?
-Jeszcze jej o tym nie mówiłem.
-Rozumiem. - upuściła telefon.
-Podniosę ! - krzyknęliśmy jednocześnie.
Nasze ręce dotknęły się, a twarze znalazły milimetry od siebie. To bardzo niezręczna chwila.

------------------------------------
Ten rozdział troszkę nie wyszedł :/ Z różnych, niewyjaśnionych powodów :) Dziękujemy za wszystkie komentarze i wyświetlenia. Liczymy na coraz większe zainteresowanie naszym opowiadaniem. Mamy również pytanie : Myślimy o założeniu następnego bloga. Chcemy znać waszą opinię czy warto zaczynać coś nowego. Jednak od razu uprzedzamy, że zaczęłybyśmy pisać gdzieś po 15 rozdziale tutaj. Piszcie poniżej co o tym myślicie ! :)
Kochamy Was ! <3 






czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 6

-A jak myślisz ? To chyba oczywiste, że w takiej sytuacji jej nie zostawię.
-Masz szczęście. - mruknęła.
-Mówiłaś coś ? - spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
-Nie, nie.
-Mogą państwo opuścić salę ? - do pomieszczenia wszedł lekarz w białym kitlu. Kate posłusznie wyszła.
-Wolę zostać. - lekko dotknąłem dłoni Stacey.
-Ja jednak wolę, żeby Pan wyszedł. - spojrzałem wrogo na lekarza i opuściłem pokój.

***

-Proszę jechać do domu. Pańska partnerka znowu zasnęła, powinna odpocząć. - powiedział do mnie doktor, kiedy chciałem wejść do pomieszczenia. Cofnąłem się i ruszyłem w stronę wyjścia ze szpitala, zamawiając TAXI.
-Hazz, gdzie idziesz ? - krzyknęła za mną Kate.
-Jadę po rzeczy dla Stay. Niedługo wrócę. - odpowiedziałem po czym wsiadłem do taksówki.
Wsłuchiwałem się w radio, w którym ciągle spekulowali o mnie i Stacey. Taa, wiadomości się szybko rozchodzą. Bredzili coś w stylu : ,,Dlaczego Harry Styles, sławny solista do tego dopuścił ? Jak mógł tak zaniedbać swoją partnerkę ? '' Te zasrane media działają mi na nerwy od początku. Wysiadłem pod domem, a tam czekała na mnie spora grupa dziennikarzy. Sprytnie przecisnąłem się przez tłum ignorując wszystkie obelgi i pytania. Po dostaniu się do domu od razu zadzwoniłem na policję. Błyskawicznie zainterweniowali i ogarnęli całą sprawę. Zapakowałem najpotrzebniejsze rzeczy dla mojej księżniczki i ruszyłem do mojego samochodu. Zajechałem do Nialla, brata Stay.
-Hej, możemy pogadać ? - powiedziałem.
-Cześć. Pewnie, wejdź. - przekroczyłem próg domu Horana.
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
-Wal śmiało. - powiedział z uśmiechem jak zawsze.
-Stay jest w szpitalu. 
-Jak to ? W szpitalu ?! Co ona znowu odpieprzyła ? Dopiero co dobrze się bawiła na imprezie, a teraz co ? - uśmiech znikł mu z twarzy.
-Jakiej imprezie ? Dobra, pogadamy o tym później. Wracając do tematu. Stacey się pocięła, przeze mnie. - przełknąłem głośno ślinę.
-W jakim szpitalu jest ? - nerwowo chodził po salonie.
-W tym na obrzeżach Londynu.
-Jadę tam.
-Czekaj. Ja właśnie do niej jadę. Podwiozę Cię
-Okey, dzięki. - ubrał kurtkę i wsunął buty.
Oboje szybko wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Stacey.

***

-Stay, skarbie. Jak się czujesz ? - patrzyłem w otwierające się oczy Barbie.
-Lepiej, już lepiej. - powiedziała cichutko uśmiechając się lekko w stronę swojego brata.
-Dlaczego to zrobiłaś ? - nerwowo bawiłem się jej palcami.
-Harry, ja Cię za bardzo kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Ja, ja ... Cię potrzebuję. -  czułem jak po moim policzku zaczynały spływać kolejno łzy.
Mocno ścisnąłem jej dłoń i zamknąłem oczy. Czułem jak na nasze nadgarstki spływają nasze wspólne łzy. Uniosłem jej słoń ku górze i ucałowałem ją. Mimowolny uśmiech wkradł się na jej twarz. Wiedziałem, że była zmęczona. Niby nie spała od 30 minut, ale po takich przejściach zmęczenie szybko dopada człowieka. Pocałowałem jej czoło i wyszedłem z blondynem z sali. Odwiozłem go do domu, a później pojechałem do swojego królestwa. Niestety, bez mojej księżniczki.

--------------------------------------
Kochani ! Bardzo wam dziękujemy za tyle wyświetleń i komentarzy. Każda opinia się dla nas liczy, a czytając komy czasem i łezka się w oku zakręci. Jest nam bardzo miło, że rozdziały się podobają, jednak każda uwaga jest na wagę złota :) Następny powinien się pojawić w sobotę, specjalnie dla was. Do zobaczenia kochani ;*
 

 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 5

*Perspektywa Kate*

Stay leżała w wannie, z której prawie wylewała się woda, czerwona woda. Jej ciało było blade. Na rękach wyraźnie było widać ślady pocięcia. Układały się one w napis ,,Harry'' na lewej ręcę oraz w wyraz ,,Forever'' na prawej.
To straszne widzieć swoją przyjaciółkę w takim stanie. Boże, a jak ona nie żyję ?! Dzwonię na pogotowie. Nie ma czasu !

*Perspektywa Harry'ego*

Nie powinienem prowadzić po spożyciu alkoholu, ale strasznie boję się o moją Barbie. Co jej się mogło stać ? Ktoś jej zrobił krzywdę ? Zgwałcił ? Wzięła za dużo prochów i jest nieprzytomna ? Tysiące myśli przechodziły mi przed moimi oczami, kiedy nagle ujrzałem drzewo...przede mną...już za późno...Czuję wielki ból mojej głowy. Chwilowe sparaliżowanie i nagle ostre światło docierające do moich tęczówek.
-Proszę Pana. Halo ?!
-Ym...Stay ! Ja tam muszę być !
-Może mieć Pan wstrząs mózgu. Już dzwonię po pogotowie.
-Nigdzie nie dzwoń. Ja muszę iść.
-Niech Pan siada, spokojnie.
-To se tutaj usiądź i przypilnuj mi auta !
-Ale, ale...
-Ja mam ważniejsze sprawy !
Lekko otumaniony, szybkim krokiem ruszyłem w kierunku mieszkania Kate. To jakieś 10 minut stąd. Za długo. Stacey nie może tyle czekać. Widzę mężczyznę na rowerze. Teraz mi przyda się bardziej ten pojazd niż mu.
-Przepraszam ! - krzyknąłem zwalając faceta z roweru.
-Oddawaj ! Dzwonię na policję ! - zignorowałem to i wystrzeliłem jak z procy.

***

Drzwi od mieszkania były otwarte. Ze środka słyszałem głosy.
-Przeżyje ?
-Musimy ją zabrać do szpitala.
-Kate ! Co tu się stało ? - wparowałem do mieszkania.
-Ona, ona się pocięła. Przez Ciebie. - powiedziała ze spuszczoną głową.
-Przez mnie ? To pewnie te narkotyki !
-A te napisy na jej rękach ? Nic nie znaczą ? - podniosła ton.
-Co ? Jakie napisy ?
-,,Wytatuowała'' sobie Twoje imię i forever !
-O Boże. To moja wina ! To moja cholerna wina ! - łzy mimowolnie zaczęły mi spływać po policzkach.
-Musimy już jechać. - oświadczył lekarz.
-Jadę z Wami ! Nie mogę jej teraz zostawić.
Wsiadłem do ambulansu i złapałem moją Barbie za rękę. Jest taka śliczna, a taka głupia. Co jej to dało ? Chciała mnie wkurzyć czy poprostu ze sobą skończyć ?

*Wspomnienie*

Nalałam do wanny gorącej wody. Zdjęłam ubranie i zanurzyłam się w krainie rozkoszy. Hymm, pilnik do paznokci. To mogłoby zakończyć wszystkie moje zmartwienia. Nie byłoby tego dziecka, o ile w ogóle jest. Harry mógłby o mnie zapomnieć. Nigdy więcej nie wzięłabym narkotyków. Tak, to dobry pomysł. Chwyciłam za zielony pilniczek i zaczęłam ,,grawerować'' na swoich rękach napis : ,,Harry Forever''. Niech to będzie moje pożegnanie z nim. Boli, ale się nie poddam. Krew zaczęła sonczyć się z moich ran, a woda zaczerwieniać.
-Żegnaj świecie. - szepnęłam i straciłam świadomość.


Wreszcie mogę wejść do Barbie. Jest taka blada. Na rękach założyli jej bandaże. Widać na nich krople krwi, ale to już raczej jakieś zasuszki.
-Barbie, dlaczego to zrobiłaś ?
-Na pewno Ci to wytłumaczy jak już wróci jej świadomość. - Kate weszła do pomieszczenia.
-Jak mogłaś do tego dopuścić ?
-Ja ? Może miałam jej zabronić kąpieli ?
-No nie, ale ile była w tej łazience ? Godzinę ?
-No tak około dwóch... - schowała twarz w dłonie.
-Toż nikt normalny nie siedzi tyle w wannie ! - musiałem się na kimś rozładować.
-Nie krzycz na mnie ! To nie moja wina przecież !
-Przepraszam. Nie chciałem.
-Pozwolisz jej wrócić do domu po wyjściu ze szpitala ?

---------------------------------------
Hejo ;3 Liczymy teraz na 6-7 komentarzy :) Do zobaczenia w piątek ( albo w inny dzień :/ )miśki ;* 
 
 

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 4

-To tak. Wczoraj pokłóciłam się  z Harry'm o to ,na którym jestem miejscu w jego życiu. Bardzo mnie wkurzył, więc zabrałam torebkę i wyszłam z domu. Poszłam do pobliskiego baru. Tańczyłam z kilkoma facetami, byłam już kompletnie pijana, więc nie za bardzo pamiętam  z kim i jak tańczyłam. W pewnym momencie Niall mnie zobaczył. Wyprowadził mnie z baru i zaczął mnie ochrzanaiać, lecz szybko odpuścił. Potem znów wróciłam do tego lokalu. Wdałam się w miłą pogawędkę z przystojnym barmanem, który wcześniej przetrzymał mi drinka. Chwilę później zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie i zemdlałam.
Rano obudziłam się całkiem goła, owinięta w jakiś kocyk. Jakaś blondynka weszła do pomieszczenia i dała mi prochy wraz z numerem do jej kumpla, chłopaka, nie wiem dokładnie kogo, jakbym chciała więcej. Myślałam, że nie będzie mi potrzebny ten numer, ale ...
-Jak to myślałaś ?! - przerwała mi Kate.
-No bo jak wróciłam do domu to nie mogłam już wytrzymać i zadzwoniłam do tego gościa. Spotkałam się z nim i kupiłam więcej. Harry'emu powiedziałam, że to dla koleżanki, ale on jest za spostrzegawczy. Jak szłam do Ciebie to zauważył  ... Moje oczy !!! I wszystkiego się domyślił. Powiedział, że mam nie wracać do domu dopóki z tym nie skończę. - wypowiedziałam te słowa ze łzami w oczach.
-Czekaj, czekaj. Ten barman trzymał Ci drinka ?! Znałaś go wcześniej ? - dopytywała.
-Nie...Czemu pytasz ?
-Stay ! Ty idiotko ! Nie pomyślałaś, że on mógł Ci czegoś dosypać ? Nie wspominając już o tym co robił z Tobą w nocy. Może jesteś w ciąży ? A co do tej laski do dlaczego to od niej wzięłaś ?
-Mówiła, że po tym mi będzie lepiej.
-Mówiła ... Wracając do Harry'ego. Wiesz, że on jest spokojny, ale do czasu. Stacey. Co Ty sobie wyobrażałaś ? Przecież bardzo dobrze wiedziałaś, że będzie wściekły.
-Wtedy sama byłam zła i chciałam zrobić coś co go ostro wkurzy.
-Ja wszystko rozumiem, ale narkotyki ? Przez jedną głupią kłótnię bierzesz prochy ?!
-Kate proszę ... Nie dobijaj już mnie. - wtuliłam się w przyjaciółkę. 
Łzy znowu zaczęły mi napływać do oczu. Chciałam go wkurzyć i na czym się skończyło ? Że nawet nie mam gdzie mieszkać ! Żałuję tego, tak cholernie żałuję.

*Perspektywa Harry'ego*

Byłem na nią wściekły. Pierwszy raz mnie tak wkurzyła. Nie wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony bardzo ją kocham, a z drugiej już nawet nie mogę na nią patrzeć! Musiałem się komuś wygadać. Postanowiłem, że zadzwonię do swojego najlepszego przyjaciela, Louisa.

*Rozmowa telefoniczna*

-Siema. - odebrał telefon.
-Cześć. Możesz do mnie przyjechać ?
-Kiedy ?
-Teraz, zaraz.
-Przepraszam, ale nie mogę. Jeszcze nie wróciliśmy z El do Londynu. Jesteśmy nadal w Polsce.
-Mieliście wczoraj wrócić !!!
-Wiem, ale przebukowaliśmy bilety, żeby jeszcze trochę zwiedzić. Sorki.
-Trudno. Cześć.
-Narka.

*Koniec rozmowy telefonicznej*

Akurat wtedy kiedy go potrzebuję, to on za granicą sobie siedzi ! Muszę to z siebie wyrzucić. Zdecydowałem, że najlepiej będzie się teraz upić.

*Perspektywa Kate*

-Naprawdę mogę u Ciebie zostać ?
-Tak, oczywiście.
-A mogę się wykąpać ?
-Pewnie, tu masz ręcznik. - wyjęłam przedmiot z szafki i podałam przyjaciółce.
Minęła godzina, dwie a ona nadal nie wyszła. Pukałam, pukałam nadal nic. Postanowiłam, że tam wejdę. To co tam zobaczyłam, było nie do opisania. Błyskawicznie wykręciłam numer do Hazzy.

*Rozmowa telefoniczna*

-Harry przyjedź tu szybko ! Stay, ona ...
-Jadę !

*Koniec rozmowy telefonicznej*

*Perspektywa Harry'ego*

Właśnie dopijałem drugie piwo, gdy zadzwoniła do mnie Kate. Szybko ubrałem buty i do niej pojechałem. Bałem się, że na zawsze stracę moją Barbie.

-----------------------------------
Prosimy o 6 komentarzy i w pon. NEXXXT :D xxx
 
      

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 3

Zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno, opartego o drzewo. Palił papierosa. Obok jego nogi leżała ciemnoniebieska torba z napisem ,,adidas''. Podeszłam bliżej, zauważył mnie. Skinął na mnie głową na znak, żebym się przybliżyła.
-Ta od Pezz ? - zapytał nudzony.
-Taaaak. - zająkałam się.
-Przyniosłaś forsę ? - zgasił fajkę.
-Tak. Równo tysiąc. - dziwnie się czuję.
-Super. Weź torbę. - uważnie się rozglądał.
-Dzięki.
-A teraz kasa.
-Proszę. - podałam mu wiązkę pieniędzy.
-Dyskretniej na przyszłość !
-Myślę, że to pierwszy i ostatni raz.
-Hah, na pewno. - uśmiechnął się szyderczo.
-To ja już pójdę. - odwróciłam się.
-Dokładne namiary na mnie i na Perrie masz w torbie. Do następnego !
-Ummm, dzięki. Cześć...
-Zayn, jestem Zayn.
-Okey, dobrze wiedzieć.
Ruszyłam w stronę domu. Cały czas czułam się bacznie obserwowana, chociaż nikogo nie widziałam. Usiadłam na ławce i postanowiłam zadzwonić do mojej przyjaciółki.
*Rozmowa telefoniczna*
-Hej Kate !
-Hejo.
-Muszę się komuś wygadać. Możemy się spotkać ? 
-Dzisiaj jestem wolna, więc tak.
-Świetnie. To może za 15 minut u Ciebie ?
-Nie, teraz akurat nie. Może być o 18 ?
-Okey...Będę. Do zoba !
-Hej, pa.
*Koniec rozmowy*
Kurczę. Gdzie ja teraz to zaniosę ? Nie mogę pojawić się tą torbą w domu, bo Hazz się zorientuje, że to nie dla koleżanki.
-Witaj Barbie. - co on tu robi ?!
-Hazz ? Jak mnie znalazłeś ?
-Byłem z Tobą cały czas.
-Śledziłeś mnie ?! Jak możesz ?
-Myślałaś, że pozwolę Ci się spotkać z jakimś czarnym typkiem ? A jakby Ci coś zrobił ?
-Był miły. Szybko dostałam to o co prosiłam.
-Świetnie. Gdzie mieszka ta koleżanka ?
-Jaka koleżanka ?
-No ta dla, której to kupiłaś. - jego wzrok dokładnie się we mnie wpatrywał.
-Umm, przed chwilką z nią rozmawiałam. Może dopiero o 18. - słabo mi idzie kłamanie.
-Mówiłaś, że jest chora.
-Bo jest.
-To co ma tak ważnego do roboty ?
-Rodzina ją odwiedziła, tak rodzina. - zakręciło mi się w głowie.
-Stay, wszystko okey ?
-Chcę już do domu.
-Oczywiście. Auto mam niedaleko.
***
Zostawiłam torbę z łazience i poszłam położyć się do łóżka. Tak chcę już je zażyć. Czuję taką wielką potrzebę. Jak jakaś narkomanka !
-Kochanie jadę do sklepu po zakupy. Będę za godzinkę.
-Okey. Kup jakieś warzywa i wodę.
-Dobrze. Trzymaj się.
Nie dam rady. Teraz jak jestem sama w domu muszę trochę wciągnąć. Weszłam do łazienki i wyjęłam z torby jeden z kilki pakunków. Otworzyłam foliowe opakowanie. Zawartość była gotowa do ,,spożycia''. Wciągnęłam wszystko. Czułam jak moja głowa robi się taka lekka. Wszystkie problemy odpłynęły. Położyłam się do łóżka.
***
-Stay, kochanie ?
-Hę ?
-Zdrzemnęłaś się. Jest już 17. Nie musisz przypadkiem iść do tej znajomej ? - spytał opiekuńczo Harry.
-Ojejku. Muszę ! - wyskoczyłam z łóżka. Poleciałam do łazienki. Spięłam włosy w kucyk. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam dres. Kurczę mam nadzieję, że Hazz nie przyjrzy się moim oczom. Po nich widać, że brałam.
-To ja już lecę. Postaram się wrócić szybko. - schyliłam głowę.
-Zaczekaj. - podniósł mój podbródek i ucałował moje usta delikatnie.
-To było miłe. Pa pa.
-Stay. Twoje...twoje oczy.
-Źle umalowane ? - oby dał się zmylić.
-Ty brałaś !
-Nie no coś Ty. - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Mówiłem Ci kiedyś, że toleruję wszystko, ale nie narkotyki ! - jego oczy przepełniła złość.
-No, ale to mój pierwszy i ostatni raz.
-Nie wiem czy mogę ufać narkomance. Idź stąd i nie wracaj póki nie skończysz z tym gównem.
-Nie możesz mi tego zrobić. Ja Cię kocham. - pierwsza łza spłynęła po moim poliku.
-Ja Ciebie też, ale tego nie będę tolerował.
Opuściłam dom całkiem przybita. Te cholerne narkotyki psują wszystko !
***
-No to opowiadaj. Co Cię gryzie ? - spytała opiekuńczo Kate.

-------------------------------------
Liczymy na 5 komentarzy. Większa ilość też będzie miła. :)            
    

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 2

Rano obudziłam się całkiem goła, owinięta w jakiś koc. Miejsce w, którym się znajdowałam przypominało magazyn jakiegoś lokalu. Moje ubrania leżały rozrzucone po całym pomieszczeniu. Szybko je pozbierałam i ubrałam się. Usłyszałam skrzyp otwierających się drzwi. Jakaś blondynka
weszła do magazynu.
- A co Ty tu... - spojrzała na mnie.
- Ja sama nie wiem. Strasznie boli mnie głowa - przerwałam jej.
- Mam na to lekarstwo. Trzymaj - wyjęła z kieszeni małe opakowanie.
- To prochy? 
- Nie ważne co to jest, ważne że pomaga - namawiała mnie.
- Z tego co wiem to nawet po jednym razie chce się więcej. - bawiłam się woreczkiem otrzymanym od dziewczyny.
- Ale pomaga! - przekonała mnie.
Ostrożnie rozpakowałam woreczek i wciągnęłam jego zawartość. Od razu poczułam wewnętrzną ulgę. 
- Jak będziesz chciała więcej to zadzwoń do niego - wręczyła mi karteczkę z namiarami do jakiegoś gościa. - Powiedz, że masz numer od Perrie, będzie wiedział o kogo chodzi. 
- Dzięki - schowałam wizytówkę do kieszeni.
- Jak chcesz coś zjeść to przyjdź do lokalu obok - powiedziała uśmiechnięta.
- Dziękuję, ale muszę wracać - ubrałam płaszcz.
- Okey, miło było mi Cię poznać.
- Mi również - uśmiechnęłam się i wyszłam z budynku
                  ***
- Stay, gdzie Ty byłaś? - rozwścieczony Harry ,,zaatakował'' mnie w progu drzwi.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć - zaczęłam zdejmować buty i płaszcz.
- Muszę - złapał mnie za rękę i zaciągnął do salonu. - A teraz mów jak na spowiedzi, gdzie byłaś?
- Wystarczy Ci, że powiem że się dobrze bawiłam? - jego wzrok mnie zabijał
- Nie, nie wystarczy. - zdenerwował się - Co Ty do jasnej cholery robiłaś całą noc?
Wstałam z kanapy i ruszyłam ku łazience. Wyję.łam telefon i odnalazłam karteczkę od tajemniczej blondynki. Wybrałam numer i już po chwili usłyszałam gruby głos po drugiej stronie słuchawki. 
*Rozmowa telefoniczna*
- Słucham
- Um, cześć. Poleciła mi Ciebie Perrie.
- Świetnie! Czego potrzebujesz?
- Czegoś mocnego, na uspokojenie.
- Posiadam. Za 30 minut bądź w parku na rozdrożach. Przynieś tysiaka.
- Dobrze, będę.
*Koniec rozmowy*
,, No to lipa. Nie pohamowałam się i zadzwoniłam. To pierwszy i ostatni raz. Nie mogę się pogrążyć'' - mamrotałam sama do siebie. 
Wyszłam z łazienki i od razu napotkałam wściekłe tęczówki Hazzy.
- Słyszałem Waszą rozmowę. 
- I co z tego?
- Narkotyki? Czy Ty jesteś normalna?
- Ale to nie dla mnie. Dlaa ymm, koleżanki - jąkałam się
- Ja mam Ci w to uwierzyć?
- A czemu nie?
- A ta koleżanka nie może sama tego kupić?
- Nie, jest chora - kłamałam jak najęta.
- Yhy, a kasa?
- Wezmę ze skrzyneczki. Ona odda...
- Mam nadzieję. 
Chyba uwierzył. Ubrałam się w legginsy i T-shirt. Spięłam włosy i zrobiła lekki makijaż. Założyłam buty i płaszcz i wyszłam z domu. Po 10 minutach szybkiego spaceru po Londynie dotarłam do parku. 

---------------------------------------------

Siema, siema ;*. Dziękujemy za tamte komentarze <33 8 komentarzy i w poniedziałek pojawi się next ;* #LostOfLove :) xx



środa, 5 lutego 2014

Uwaga !

Uruchomiłyśmy aska, twittera i e-mail.
Widnieją one po prawej stronie w zakładce ,,kontakt''.
Jeżeli macie jakieś pytanie to prosimy pisać ! Postaramy się odpowiadać. : ) xxx
+ DZIĘKUJEMY ZA KOMENTARZE ! <3 Love' ya <3
H & T
Szablon by S1K