piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 2

Rano obudziłam się całkiem goła, owinięta w jakiś koc. Miejsce w, którym się znajdowałam przypominało magazyn jakiegoś lokalu. Moje ubrania leżały rozrzucone po całym pomieszczeniu. Szybko je pozbierałam i ubrałam się. Usłyszałam skrzyp otwierających się drzwi. Jakaś blondynka
weszła do magazynu.
- A co Ty tu... - spojrzała na mnie.
- Ja sama nie wiem. Strasznie boli mnie głowa - przerwałam jej.
- Mam na to lekarstwo. Trzymaj - wyjęła z kieszeni małe opakowanie.
- To prochy? 
- Nie ważne co to jest, ważne że pomaga - namawiała mnie.
- Z tego co wiem to nawet po jednym razie chce się więcej. - bawiłam się woreczkiem otrzymanym od dziewczyny.
- Ale pomaga! - przekonała mnie.
Ostrożnie rozpakowałam woreczek i wciągnęłam jego zawartość. Od razu poczułam wewnętrzną ulgę. 
- Jak będziesz chciała więcej to zadzwoń do niego - wręczyła mi karteczkę z namiarami do jakiegoś gościa. - Powiedz, że masz numer od Perrie, będzie wiedział o kogo chodzi. 
- Dzięki - schowałam wizytówkę do kieszeni.
- Jak chcesz coś zjeść to przyjdź do lokalu obok - powiedziała uśmiechnięta.
- Dziękuję, ale muszę wracać - ubrałam płaszcz.
- Okey, miło było mi Cię poznać.
- Mi również - uśmiechnęłam się i wyszłam z budynku
                  ***
- Stay, gdzie Ty byłaś? - rozwścieczony Harry ,,zaatakował'' mnie w progu drzwi.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć - zaczęłam zdejmować buty i płaszcz.
- Muszę - złapał mnie za rękę i zaciągnął do salonu. - A teraz mów jak na spowiedzi, gdzie byłaś?
- Wystarczy Ci, że powiem że się dobrze bawiłam? - jego wzrok mnie zabijał
- Nie, nie wystarczy. - zdenerwował się - Co Ty do jasnej cholery robiłaś całą noc?
Wstałam z kanapy i ruszyłam ku łazience. Wyję.łam telefon i odnalazłam karteczkę od tajemniczej blondynki. Wybrałam numer i już po chwili usłyszałam gruby głos po drugiej stronie słuchawki. 
*Rozmowa telefoniczna*
- Słucham
- Um, cześć. Poleciła mi Ciebie Perrie.
- Świetnie! Czego potrzebujesz?
- Czegoś mocnego, na uspokojenie.
- Posiadam. Za 30 minut bądź w parku na rozdrożach. Przynieś tysiaka.
- Dobrze, będę.
*Koniec rozmowy*
,, No to lipa. Nie pohamowałam się i zadzwoniłam. To pierwszy i ostatni raz. Nie mogę się pogrążyć'' - mamrotałam sama do siebie. 
Wyszłam z łazienki i od razu napotkałam wściekłe tęczówki Hazzy.
- Słyszałem Waszą rozmowę. 
- I co z tego?
- Narkotyki? Czy Ty jesteś normalna?
- Ale to nie dla mnie. Dlaa ymm, koleżanki - jąkałam się
- Ja mam Ci w to uwierzyć?
- A czemu nie?
- A ta koleżanka nie może sama tego kupić?
- Nie, jest chora - kłamałam jak najęta.
- Yhy, a kasa?
- Wezmę ze skrzyneczki. Ona odda...
- Mam nadzieję. 
Chyba uwierzył. Ubrałam się w legginsy i T-shirt. Spięłam włosy i zrobiła lekki makijaż. Założyłam buty i płaszcz i wyszłam z domu. Po 10 minutach szybkiego spaceru po Londynie dotarłam do parku. 

---------------------------------------------

Siema, siema ;*. Dziękujemy za tamte komentarze <33 8 komentarzy i w poniedziałek pojawi się next ;* #LostOfLove :) xx



12 komentarzy:

  1. Tym razem krótszy, ale fajny. Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny :) Czekam na następny rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie to wymyśliłyście! Już nie mogę się doczekać nexta. Zapraszam też do mnie http://dreamfanfictiononedirection.blogspot.com/ Jeśli możecie powiadamiajcie mnie tam o nextach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest superowy <3 nie mogę się doczekać nexta... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze tylko 3 komy powinnien byc, ale i tak dodamy w pon xD

      Usuń

Każdy komentarz to dla nas zachęta do dalszej pracy :)

Szablon by S1K